niedziela, 28 lutego 2010

Zapisałam się...

na cukierasy. To moje pierwsze :) Tu można zapisać się dzisiaj do północy.

Skończyłam

Dzisiaj skończyłam misia. Jeszcze nie wiem na co go wykorzystam... ale pewnie jakiś maluch stanie się szczęśliwym posiadaczem poduszki.

sobota, 27 lutego 2010

piątek, 26 lutego 2010

Piątek 13-tego...

Prawda jest taka, ze dzisiaj wcale nie mamy 13-tego. Dziś jest podwójne trzynastego czyli 26-tego. Bo 13x2=26. No i oczywiście piątek. Czyli jakby nie patrzeć to pecha można mieć zdwojonego. Jak kto woli, albo więcej pecha, albo raz a porządnie, ze zdwojoną mocą...
I tak... Miałam do załatwienia dzisiaj kilka spraw. Pierwszą było odebranie paczki z Avonu. Kiedy wychodziłam już z paczką i szłam do samochodu... skręciłam kostkę. Ciemno mi się zrobiło przed oczami, słabo, pić mi się zachciało i na dodatek żołądek też to odczuł... Obejrzałam nogę i stwierdziłam że nie jest źle, więc wsiadałam do samochodu i pojechałam załatwiać resztę spraw nie cierpiących zwłoki. Zadowolona jechałam do mechanika co by wymienić filtr kabinowy/przeciwpyłkowy (zapobiega parowaniu samochodu). Nagle widzę, że mężczyzna który jedzie za mną miga mi światłami drogowymi, a ja nie wiem o co chodzi... okazało się, że złapałam gumę... Włączyłam światła awaryjne, zatrzymałam się, zgasiłam silnik i zabrałam się do zmiany koła... Udało się. Pojechałam do mechanika wymienić filtr. Powiedział mi gdzie jest najbliższa wulkanizacja. Pojechałam. Zrobili koło w jakieś 10 minut. Zadowolona pojechałam do domu, gdzie okazało się, że w między czasie kostka bardzo napuchła. Na szczęście po drodze odwiedziłam aptekę. A teraz leżąc siedzę, bądź siedząc leżę i odpoczywam... I mam czas na dalsze oddawanie się swoim pasjom.
Na koniec, tak na marginesie, to nie wierzę w ten piątek 13-tego. :)

Marudząc...

Produkcja jaj w toku. Jutro przy dziennym świetle zrobię fotki i wstawię to co do tej pory zrobiłam. Oprócz ozdób wielkanocnych, wróciłam do wyszywanego misia Tatty Teddy. Zaczęłam też czytać kolejną książkę, mianowicie Gra anioła Carlosa Ruiza Zafona. Jutro obiecuję zdjęcia.

niedziela, 21 lutego 2010

Jajkowo

Wczoraj ukończyłam pierwsze w tym roku frywolitkowe jajko. W kolorach pastelowych, choć w rzeczywistości nie są takie "mdłe" jak na zdjęciu.


I dziś zaczęłam malować wszystkie wydmuszki które zbierałam od dłuższego czasu. Po pierwszym malowaniu wyglądają następująco.


Kupiłam piankę florystyczną (zakupioną w LEROY MERLIN), i wydmuszki nałożone na patyki do szaszłyków wkłuwałam w tę piankę. "Blokadę", żeby wydmuszki nie przeleciały przez patyki, zrobiłam klejem z pistoletu, ale myślę że można by zrobić je z plasteliny. Malowałam różnymi farbami. Białą emalią akrylową, kupioną chyba w OBI.


Część kolorów uzyskałam poprzez dodanie barwników (również kupionych w OBI) do białej farby.


W BRICO DEPOT kupiłam inne barwniki do farby, ale okazało się że można malować nimi bez rozcieńczania.


I jeden kolor miałam oryginalny z puszki, którego używałam wcześniej do malowania doniczek :)

 

 Przede mną obiad - zupa wiejska i lasagne z mięsem mielonym i szpinakiem, a później akcja JAJA, kolejne malowanie wydmuszek i robienie frywolitkowych ubranek, co by gołe nie były :)

piątek, 19 lutego 2010

Po sukcesie...

Po wszystkim w końcu się wyspałam :) a było mi to bardzo potrzebne. W trakcie ostatnich i intensywnych przygotowań do recitalu odpoczywałam przy książce. Przeczytałam całą Sagę Zmierzch. Lekka, łatwa i przyjemna... choć uważam że to dobra książka, wywołująca pozytywne emocje. Myślę, że to dobra pozycja dla młodzieży :)
Sweterek na razie zatrzymany w fazie pokazanej na zdjęciu. Ale zrobiłam szalik i czapkę:


do którego mama robi właśnie rękawiczki :)


Zaczęłam już ozdoby na Wielkanoc. A dokładniej mówiąc wydmuszki we frywolitkowych ubrankach :)
Malowanie wydmuszek:


Frywolitkowe ubranko. to dopiero początek :)


Dawno...

...mnie tu nie było. Ale wszystko jest usprawiedliwione. Jedną nogą jestem już po raz drugi magistrem. Tak było przed:
 

Tak w trakcie:

 
A tak po...
 
z Gosią, z którą zagrałyśmy w duecie


Z najbliższymi mi kobietami, które zawsze we mnie wierzą i podtrzymują na duchu :*


Sekcyjnie... Już teraz jesteśmy we dwie :) bo z facetami to różnie bywa. Czasem mam ich dość, ale z drugiej strony jak za długo ich nie ma to tęsknię...


I świętując swój sukces z najbliższymi, którym wszystko zawdzięczam :) z Mamą i Tatą :*