czwartek, 26 maja 2011

nadal majowo, nadal sportowo

Póki co trwam w postanowieniu aktywności fizycznej. Co prawda różnie to wygląda, ale czasem różnorodne obowiązki nie pozwalają mi sportowe spędzenie czasu. No i nie spodziewałam się, że z takiego powodu będę sfrustrowana... Na rowerku śmigam do pracy i z powrotem, biegam sobie...  Jakoś zupełnie niespodziewanie rozkwitło życie towarzyskie... A ja postanowiłam coś zrobić jeszcze ze sobą... Wczoraj byłam u fryzjera, przycięłam włosy... może na dniach jakąś fotkę wstawię... pomyślę o tym :) I jeszcze w związku z uprawianiem, rekreacyjnym, sportów, postanowiłam zmienić okulary na soczewki kontaktowe. Na razie przynajmniej na czas aktywności, ale już czuję że będę nosić na co dzień i zawsze i wszędzie. Okazało się też, że na jedno oko wada jest tak mała, że soczewką nie ma co jej korygować, ale na drugie, owszem, trzeba. I tak koszt miesięczny soczewek to około 15zł, więc jak tu się nie przerzucić na taką wygodę? mimo że ja kocham swoje okulary... przecież nikt nie powiedział, że nie mogę ich nosić... w zależności od humoru będę nosić okulary, albo soczewki :) Także zmiana image'u nastąpiła, nieznaczna jak na mnie, ale jednak :)
A sukienka się robi, tylko coś nie mogę jest uwiecznić aparatem... Pewnie dojdzie do tego dopiero gdy ją skończę i będzie gotowa do ubrania :)

wtorek, 17 maja 2011

Majowo - sportowo

Serwetkę odłożyłam co by mocy nabrała, a zabrałam się za nowe dzieło - sukienka szydełkowa. Kolor czarny. Nici poliestrowe. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Może się uda i będę miała piękną elegancką i skromną kieckę. Wzoruję się na tej, jednak góra będzie zmodyfikowana.


A co do postanowień o nawet się udaje :) co drugi-trzeci dzień biegam około 5km. Do pracy jeżdżę rowerem, wracając do domu okrężną drogą, i zamiast 6,5km w obie strony zawsze robi się około 15km. Jeszcze na basen nie doszłam, ale wszystko przede mną. Dietkę trzymam, nie jakąś restrykcyjną, bo się nie da. Najgorzej, że w pracy słodyczami kuszą. Więc zamiast zjeść kilka ciasteczek zjadam jedno małe :) i, i tak w tydzień -1kg. Także dumna jestem z siebie. A najbardziej z tego, że ruszam tyłek i biegam, bo tak naprawdę to najtrudniej wyjść z domu, później już z górki :)

piątek, 6 maja 2011

Czas

Płynie nie ubłagalnie szybko. Brak go nawet czasem. Króliki uszyłam, ale niestety nie zdążyłam ich uwiecznić, więc teraz odwiedzając obdarowanych będę robić zdjęcia. Święta minęły przyjemnie.
A wracając do robótek to... Jakiś czas temu zrobiłam sobie sweter. Jak go robiłam to tego nie widziałam, ale kiedy wszystko pozszywałam do kupy... i przymierzyłam to okazało się, że jest za duży... noto go sprułam i wełna czeka na lepsze czasy... Planuję zrobić taki sam, tylko że mniejszy.
Później zaczęłam kolejny... od góry, na okrągło... teraz leży się trochę kurzy, czeka na moją wenę. Tak chyba już mam, że niektóre moje dłubaniny muszą swoje odleżeć. Tak też ma serwetka frywolitkowa, którą rozpoczęłam urlopując się nad morzem, a także pokazywałam ją też trochę później tutaj. Teraz znacznie mi jej przybyło w stosunkowo krótkim czasie, bo miałam go po świętach trochę więcej. Obecnie wygląda następująco:


A tak w zbliżeniu:


Muszę przyznać, że kocur całkiem sporo mi pomaga w pracy... uwielbia wręcz bawić się czółenkami, a kłębkami... to już szkoda słów... Jednak chyba bardzo go to stresuje, bo ciągle wyleguje się na fotelu relaksacyjnym.


I jeszcze na koniec jedna sprawa. W związku z tym, że w moim mieście maj jest "Miesiącem dla zdrowia" już po raz dwudziesty szósty. Przy tej okazji można skorzystać darmo z wielu form aktywności fizycznej. Ja też postanowiłam więcej się ruszać. I tak we wtorek poszłam biegać (póki co to był marsz i bieg), dzisiaj jeździłam rowerem i nawet już rolki wyciągnęłam - oczywiście już jeździłam.